• Relacja z Warsaw Comic Con – Po raz pierwszy w Polsce.

    Comic Con Warsaw
    01-04.06

    Mam przyjemność opisać dla Was przebieg pierwszej edycji Warsaw Comic Con. Po długich oczekiwaniach w końcu się odbył, zaszczytna data rozpoczęcia imprezy przypadła na 1. czerwca – Dzień Dziecka. Jaki wspaniały prezent! Jak duże wzbudził zainteresowanie, co się działo, jacy goście przybyli? O tym – i o wielu innych rzeczach - już za chwilę. Życzę miłej lektury i dziękuję, że jesteście z nami.

  • Relacja z wydarzenia: Warsaw Comic Con - Do trzech razy sztuka

    Pyrkon długo nie miał godnej konkurencji, był też imprezą obowiązkową dla każdego fana fantastyki i nie tylko. Niemniej, prawdopodobnie przez ten swoisty monopol, impreza ta traciła na jakości, podejściu do uczestnika i kilku innych aspektach. I wtedy pojawił się Warsaw Comic Con, promujący się hasłem „Pierwszy Comic Con w Polsce”. I jest to prawda, lecz nie był to pierwszy Comic Con, który próbowano zorganizować. W zeszłym roku w Kielcach inna organizacja wpadła na podobny pomysł, który nie doszedł do skutku. Dodatkowo, tydzień po wydarzeniu, o którym traktować będzie ta relacja, miał się odbyć jeszcze inny Comic-Con, tym razem organizowany przez niemiecką firmę i posiadający prawa do marki (różnica to dywiz między członami nazwy). Niemal w ostatniej chwili, bo na nieco ponad trzy tygodnie przed planowanym terminem, impreza została odwołana i ogłoszono, że łączy się z Warsaw Comic Con, co spowodowało niewiarygodną liczbę problemów, od rezerwacji hotelowych w odpowiednim terminie, przez odwołanie zaproszonych gości, na zamieszaniu z akredytacjami kończąc. Ale z tego całego chaosu wyłonił się wreszcie ten jeden, właściwy Comic Con, który odwiedziło 46 896 osób! Jak wyszło? Sprawdźcie!

  • Recenzja mangi: Enzo - „Mother's Spirit”

    mothers spirit

    Mother's Spirit

    studiojg

    Autor: Enzo
    Wydawnictwo: Studio JG
    Ilość tomów: 1
    Cena okładkowa: 

    W XXI wieku cywilizacja rozwija się tak szybko, że ciężko nadążyć za wszystkimi nowinkami technicznymi. Ludzie tworzą coraz nowsze wynalazki, by żyło nam się lepiej i szybciej. Lecz na świecie nadal istnieją tereny, do których cała ta nowoczesność nie dotarła. Jednym z takich miejsc jest odległa i odcięta od cywilizacji wyspa, którą zamieszkuje plemię Ruta. Jak poradzi sobie przyszły wódz plemienia w najbardziej rozwiniętym kraju na świecie, Japonii?

    Ryoichiro, dwudziestosiedmioletni pracownik dziekanatu na Uniwersytecie Kojo, został wybrany przez samego rektora na opiekuna niezwykłego studenta z zagranicy. Ponieważ Qaltaqa nie zna ani słowa w języku japońskim czy angielskim i nigdy nie słyszał o takich cudach cywilizacji jak telewizor czy łazienka (chociaż japońskie łazienki nawet dla nas, Europejczyków, stanowią zagadkę), Ryoichiro musi czuwać nad nim niemal dwadzieścia cztery godziny na dobę i jest to dla niego nie lada wyzwanie. Nie zdaje sobie sprawy z tego, jakim zaskoczeniem dla przybysza są nasze przedmioty codziennego użytku. Plemię Ruta ma również własne zwyczaje, które dla Japończyka są szokujące i... zawstydzające? Mimo wielu barier dwójka bohaterów odnajduje wspólny język i wytwarza się między nimi silna więź.

    „Mother's Spirit” to manga yaoi, jednotomowa, z przyczyn oczywistych przeznaczona dla dojrzałego czytelnika i głównie skierowana do żeńskiej części odbiorców. Jako „stary wyjadacz” tego typu gatunku ucieszyłam się na kolejny, nowy tytuł na polskiej scenie wydawniczej, zwłaszcza ze względu na oryginalną fabułę. Szkoda, że jest to tylko jednotomówka. Wydaje mi się, że gdyby manga była chociaż trochę dłuższa, akcja mogłaby się lepiej rozwinąć. Autor mógł skupić więcej uwagi na relacjach między bohaterami, bo wszystko stało się tak nagle. Brakowało mi również informacji o plemieniu, z którego wywodzi się Qaltaqa. Poznajemy jedynie kilka zwyczajów tam panujących oraz dowiadujemy się, że członkowie plemienia noszą dziwne maski. Mimo to nie jestem zawiedziona.

    Postacie są ładnie narysowane, a to chyba najważniejszy aspekt w mangach yaoi, szczególnie Qaltaqa, opisywany mianem „młodego boga” i paroma innymi epitetami. Sama bym brała, czemu nie. Różnie bywa z tłem, czasem jest kilka stron, gdzie przedstawione są same sylwetki bohaterów, a czasem przeplatają się kadry, które są całkiem zgrabnie wykonane.

    „Mother's Spirit” przyciąga wzrok swoją kolorową obwolutą, na której widnieje dwóch głównych bohaterów. Pod spodem, na samej okładce, z obydwu stron są krótkie, humorystyczne komiksy. Jedyne, co mnie razi, to określanie Qaltaqi „dzikusem”, a jego domu „buszem” (z tyłu w opisie fabuły), no ale domyślam się, że podobnie było w oryginale.

    Jest to tytuł przeznaczony do dość wąskiej grupy odbiorców, więc jeśli nie przepadasz za miłością męsko-męską, to raczej trzymaj się z daleka. Jednak każdej miłośniczce tego gatunku jak najbardziej polecam.

  • Mochicon zbiera atrakcje

    A tak jeszcze w kwestii atrakcji, to przypominamy, że możecie już zgłaszać swoje punkty programu na organizowany przez Tsuru konwent Mochicon. Organizatorzy przyjmują zgłoszenia do 15 czerwca.

    Wystarczy, że wejdziecie tutaj i wyślecie organizatorom odpowiednio przygotowaną wiadomość. Dla wszystkich twórców i prelegentów przewidziane zostały zniżki, które przy 4 godzinach atrakcji wynoszą 100% ceny akredytacji. Innymi słowy, w zamian za swoją pracę otrzymacie “darmową” wejściówkę.

  • Recenzja mangi: Ilona Myszkowska, Janina Grzegorzek, Dranka - „Kawaii Scotland”

    Kawaii Scotland

    Kawaii Scotland

    gindie

    Autor: Ilona Myszkowska, Janina Grzegorzek, Dranka
    Wydawnictwo: Gindie
    Ilość tomów: 1+ (kontynuowana)
    Cena okładkowa: 22,00 zł

    Kiedy człowiek sięga po mangę, której bohaterami są uczniowie, może z pewnością oczekiwać całego mnóstwa kadrów wypełnionych przez krótkie spódniczki, zbliżenia na biusty i masy słodkich ujęć. O ślicznych i mrocznych chłopcach też zapomnieć nie może. Jeśli dorzucimy do tego klasyczne „on wspaniały i popularny, jej - szarej myszki - nie zauważa” otrzymamy przepis na szkolny romans. Chyba żem skuszeni szkocką kratą i nazwiskiem Kobiety-Ślimaka, sięgniecie po najnowszą mangę wydawnictwa Gindie „Kawaii Scotland”. Wówczas złapcie się mocno za swoje siedziska, bo czeka was absurdalna jazda bez trzymanki.

    Dzielni Szkoci w końcu odzyskali niepodległość, pokonali kobiety i ich genderowską ideologię, dzięki czemu znów mogli zadbać o tradycyjne wartości i wykształcenie w zakresie tak niezbędnych czynności, jak gra na dudach czy rzut kłodą. W takich realiach przyszło dorastać głównemu bohaterowi mangi – Ukechanowi. Młodzieniec ten uczęszcza do liceum Azami na Zielonych Wzgórzach, gdzie uczy się jak być prawilnym Szkotem. W tydzień po rozpoczęciu roku szkolnego do jego klasy trafia nowy uczeń – Semesenpai – będący uosobieniem cech idealnego kilciarza (począwszy od włosów na klacie, przez znajomość wyższej matematyki, na doskonałych rzutach kłodą skończywszy). Oczywiście cała klasa wzdycha na widok tej chodzącej perfekcji, w tym oczywiście główny bohater, który niestety bardziej przypomina znienawidzoną i budzącą lęk kobietę niż męsko-męskiego Szkota. Jednak Ukechan się tym nie zniechęca i postanawia zdobyć uwagę wybranka swego serca.

    I teraz zastanawiam się, jak najlepiej oddać słowami tę górę niedorzecznego absurdu i lukrowo-cukierkowej słodkości, które wręcz wypływają z objęć okładki? Za scenariusz odpowiadają wspomniana już przeze mnie Ilona Myszkowska (Kobieta-Ślimak) i Janina „Nina” Grzegorzek, a ja naprawdę chciałabym wiedzieć, jaką kawę z energetykiem obie panie mieszały podczas jego wymyślania, skoro powstało coś tak chichotogennego. Fabuła jest pełna klisz i drastycznego przerysowania, wypunktowania idiotyzmów i bezlitosnego wyśmiewania konwencji. Bo czegóż to mogą uczyć się w szkole najbardziej prawilni Szkoci, jak nie rzucania kłodą i płomiennej (dosłownie) gry na dudach. Autorki nie zapomniały o przeinaczeniu nawet najdrobniejszego szczegółu, w tym faktu, że matematyczna wartość kłody (niezbędna do obliczenia możliwości skrzyżowania kłody z owcą) jest zaskakująco bliska liczbie pi. O, a wspominałam o bracie Ukechana – Nekochanie, który jest Kotem-Szkotem? Dosłownie. Ma kocie uszka i ogon i wiotczeje jak się go podniesie. Ogólnie rzecz ujmując, przejawia całą masę kocich zachowań. Czy muszę dodawać coś więcej?

    Jednak chyba największe pochwały należą się dla Katarzyny „Dranki” Stasiowskiej, odpowiedzialnej za stronę graficzną „Kawaii Scotland”. To właśnie jej zawdzięczamy obłędnie słodkie minki Nekochana czy niemal dziewczęcą urodę Ukechana. Niedorzeczności sytuacyjne to jedno, ale odpowiednie ich zobrazowanie to zupełnie inna para kaloszy. Właściwe wyważenie słodko-uroczych ujęć ozdobionych całą masą kwiatów i serduszek, szalonej mimiki twarzy ze wzrokiem maniaka na czele, po całkowitą normalność, pozwalającą się zwyczajnie pozachwycać, udało się Drance doskonale. Moim zdaniem grafiki idealnie oddają klimat całej historii, a jakością nie odbiegają od innych mang tego typu.

    „Kawaii Scotland” jest tytułem uroczo niedorzecznym, nieco abstrakcyjnym i wywołującym całą masę reakcji, począwszy od szaleńczego śmiechu po pukanie się w czoło, przy niektórych pomysłach autorek. Jednak tak naprawdę żadne słowa nie oddadzą poziomu absurdu, z jakim zetkniemy się podczas czytania. Swoisty wspomagacz w postaci napoi wesoło-procentowych wydaje się być wręcz nieodzowny w trakcie lektury. Ale nie da się ukryć, że taki właśnie cel przyświecał wszystkim trzem paniom i muszę przyznać, że udało się im to znakomicie.

  • Cosplay, nie fantazja - o zacieraniu się granic przyzwoitości

    Stoję przed lustrem, próbując równo nałożyć czerwoną farbę w sprayu na włosy. Jeszcze tylko maska przeciwgazowa, własnoręcznie zrobiony pancerz i pas z atrapą pistoletu, i mogę ruszać na konwent (Wiem, że strój wojskowy to jeszcze nie cosplay). Już na parkingu widzę innych cosplayerów, którzy włożyli setki godzin w swój strój, nie tak jak ja. Na samym konwencie robię aż zeza rozbieżnego, próbując ogarnąć wzrokiem wszystkie kostiumy, przebrania i rekwizyty.

  • Relacja z konwentu: Sakurakon V - dwa dni w Opolu

    Sakurakon V - Opole 13-14.05.

    W weekend 13 i 14 maja miałem okazję zawitać w Opolu na piątej edycji Sakurakonu. To była moja pierwsza wizyta zarówno w tym mieście, jak i na opolskim konwencie. Trwała ona dwa dni. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z moimi wrażeniami.

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #30

    Witamy w jubileuszowym, trzydziestym, historycznym Poniedziałkowym Flashu Konwentowym! Historyczność wiąże się z faktem, iż po raz pierwszy przygotowaliśmy dla Was aż 8 pozycji. To będzie naprawdę bogaty weekend, w trakcie którego trafiły się wydarzenia z niemal każdej dziedziny, do wyboru do koloru. A są to: Magnificon, Smokon, Cytadela, Preppers Poland, Festung 2033: Ekspedycja, Sherlockon, Planszówki z Muffinem i Esport Now 2017.

  • Relacja z konwentu: Sakurakon 2017

    W ciepły i słoneczny majowy weekend, w dniach 13. i 14. maja, odbyła się już piąta, lecz po raz pierwszy dwudniowa edycja konwentu Sakurakon w Opolu. Ugrupowanie OMA zajmujące się organizowaniem eventów z zakresu mangi oraz anime zaprosiło wszystkich zainteresowanych kulturą japońską do wspólnej zabawy w gmachu Młodzieżowego Domu Kultury, gdzie miały miejsce prelekcje, występy, pokazy cosplay oraz wiele, wiele innych atrakcji tematycznie oscylujących wokół kultury kraju kwitnącej wiśni. 

  • Nejiro 8 pod patronatem

    Odbywający się w dniach 7-9 lipca Festiwal Kultury Japońskiej Nejiro 8 w tym roku jako motyw przewodni wybrał piękne dźwięki japońskiej muzyki oraz wszystko, co z nią związane. Nic zatem dziwnego, że takie wydarzenie objęte zostało przez nas patronatem medialnym. Muzyka w Japonii pełni bardzo istotną rolę i tamtejsza kultura bardzo wiele by straciła, gdyby została jej pozbawiona. Sprawdźcie sami, dlaczego.

     

  • VIP-owskie pakiety Mochiconu

    Mochicon, konwent organizowany przez grupę Tsuru, znany głównie z Tsuru Japan Festival. Jako jedni z niewielu oferują specjalne bilety VIP-owskie, z którymi w pakiecie otrzymamy garść dodatków. Jeżeli jesteście zainteresowani, to poniżej znajduje się wykaz tego, co zawiera konkretny pakiet.

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #28

    Kurz po Pyrkonie już powoli opada, pora zatem poszukać kolejnych wydarzeń wartych odwiedzenia. Nieważne, czy jesteś tuż po maturach, czy właśnie powoli nadciąga piękny czas zwany sesją - zajrzyj do naszego Poniedziałkowego Flasha Konwentowego i sprawdź, gdzie jechać by zapomnieć. W tym tygodniu polecamy Sakurakon V, Dzień Darmowego Komiksu, Filozofikon 2 i Złoty Gryf.

  • Relacja z konwentu: Pyrkon 2017 - Czy było warto?

    PYRKON 2017
    28-30 kwietnia
    Pyrkon. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć cóż to za impreza, ale dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą – jest to największy Festiwal Fantastyki w Polsce. Jak co roku przyciągnął rzesze ludzi do Poznania. Tym razem data wydarzenia przypadła na ostatni weekend kwietnia, tj. 28-30.04. Pogoda nas nie rozpieszczała, bo najcieplej nie było. Nie ostudziło to jednak naszego zapału i bawiliśmy się świetnie. Po więcej szczegółów zapraszam do rozwinięcia.

  • Recenzja mangi: Julietta Suzuki - „Jak zostałam bóstwem!?”

    jak zostalam bostwem

    Jak zostałam bóstwem!?

    studiojg

    Autor: Julietta Suzuki
    Wydawnictwo: Studio JG
    Ilość tomów: 25
    Cena okładkowa: 19,90 zł

    Jesteście w stanie sobie wyobrazić, co zrobilibyście, gdyby w liceum zabrakło wam dachu nad głową i rodziny? W takiej sytuacji zostaje postawiona Nanami, której ojciec hazardzista stracił dom i postanowił „dać nogę”, zostawiając ją zupełnie samą. Dziewczynie pozostaje tylko torba, w której też nie posiada zbyt wiele. Spacerując po parku, zastanawia się, co dalej ze sobą zrobić. Spotyka mężczyznę, który siedzi na drzewie i ucieka przed psem. Nanami pomaga mu, a on w podziękowaniu oferuje jej, by zaopiekowała się jego domem. Z braku innych perspektyw Nanami zgadza się, lecz gdy dociera pod wskazany adres, okazuje się, że nie jest to zwykły dom, ale podupadająca świątynia. Co więcej, nieznajomy nadał jej moc bóstwa opiekuńczego, by dziewczyna mogła w pełni zaopiekować się przybytkiem. Niestety sprawy przybierają nieciekawy obrót, gdy spotyka służącego tam demonicznego lisa.

    „Jak zostałam bóstwem?!”, w oryginale „Kamisama Hajimemashita” to tytuł, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Myślę, że większość chociaż raz o nim słyszała za sprawą dwóch sezonów anime. Dla mnie jest to manga, z którą zdecydowanie warto się zapoznać. Fabuła nie stoi w miejscu i nieustannie prze do przodu, przedstawiając nam nowych bohaterów i coraz ciekawsze rozwoje sytuacji. Już w pierwszym tomie poznajemy nowych pobocznych bohaterów, księżniczkę Himemiko, od której Nanami otrzymuje swoje pierwsze zadanie jako bóstwo.

    Nie tylko fabularnie jest dobrze. Charakter bohaterów i ich zachowanie też nie jest nudne i wkurzające – i tu głównie chodzi mi o Nanami. Mimo że jak w większości tytułów shoujo jest raczej słodka, to potrafi się wkurzyć, zirytować i pokazać na co ją stać. Wierzy w siebie i nie zachowuje się jak ostatnia ciapa, co zdecydowanie jest plusem. Widać to szczególnie w momencie, kiedy zmusza Tomoe do zostania jej chowańcem – scena, na którą wszyscy czekali.

    Polskie wydanie, którym zajmuje się Studio JG, jest bardzo dobre. Dostajemy kolorową obwolutę, która moim zdaniem prezentuje się lepiej od japońskiej. Tłumaczeniu tomiku też nie mam raczej nic do zarzucenia, czytało mi się bardzo płynnie i bez zgrzytów.
    W oryginale manga posiada aż 25 tomów, ale ani przez chwilę nie będziecie się nudzić. Zwłaszcza dla sympatyków romansów powinien to być tytuł obowiązkowy na półce mangowej, ale myślę, że większości przypadnie do gustu. Jeśli jeszcze nie mieliście przyjemności obcowania z tym tytułem, zmieńcie to czym prędzej!

  • Recenzja mangi: Natsuo Kumeta - „Nasz cud”

    naszcud

    Nasz Cud

    waneko

    Autor: Natsuo Kumeta
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 15+
    Cena okładkowa: 19,99 zł

    Każdy z nas na pewno choć raz zastanawiał się, czy istnieje życie po śmierci. Czy możliwe jest coś, co nazywamy reinkarnacją? Czy prowadziliśmy inne życie, którego nie pamiętamy? A co, jeśli wam powiem, że pewien licealista posiada wspomnienia ze swojego poprzedniego życia, w którym był księżniczką Veronicą i potrafił posługiwać się magią? Brzmi ciekawie, prawda? Przenieśmy się więc razem do historii Harusumiego oraz jego przyjaciół z liceum... i nie tylko.

    Harusumi Minami od dziecka posiada przebłyski wspomnień ze swojego poprzedniego życia w innym świecie, w którym magia i rycerze byli czymś normalnym. Gdy był w szkole podstawowej, ujawnił swój sekret, lecz jego znajomi odrzucili go i zrobili z niego pośmiewisko. Wtedy postanowił nie mówić o tym nikomu i skupić się na teraźniejszości. Jednak wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Dlaczego w poprzednim życiu jego zamek został zaatakowany? Dlaczego księżniczka Veronica umarła? Gdy Harusumi przypomina sobie, jak używać magii i okazuje się, że działa ona także w tym świecie, jest już zupełnie pewny, że to wszystko to nie tylko wytwór jego wyobraźni, ale prawdziwe wydarzenia. Wszystko zmienia się, gdy okazuje się, że nie tylko on skrywa w sobie osobowość z przeszłości.

    Muszę przyznać, że „Nasz cud” bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Sam opis może i był ciekawy, ale nie było w nim też nic wyjątkowego lub nowego. Jednak mimo tego, że temat ten nie należy do najbardziej oryginalnych, jest bardzo interesujący. Po lekturze pierwszego tomiku od razu sięgnęłam po następny i tak było przy wszystkich kolejnych. W dalszych częściach okazuje się, że większość znajomych z klasy Harusumi posiada wspomnienia z poprzedniego życia. Zaczynają się konflikty, spory, niedopowiedzenia. Chłopak stara się jakoś uporać z tą sytuacją i za główny cel obiera ochronę szkoły. Stara się jednak, by wcielenie Veronici i jej życie nie zawładnęło jego obecnym, co okazuje się nie być wcale takie łatwe. Postanawia także, że na początku nie będzie dzielił się ze wszystkimi prawdą o swojej osobowości z przeszłości. Inni bohaterowie należą do kilku grup, do których przynależeli w poprzednim życiu, a są to Kościół, Zerestria i Moswick. Między tymi ostatnimi dochodzi do walki z powodu nierozwiązanego sporu z przeszłości.

    O fabule można mówić dużo, bo przez pierwsze pięć tomów wiele się dzieje, ale żeby się nie zgubić, trzeba sięgnąć po „Nasz cud”. Chociaż i wtedy można mieć problem, bo mimo że manga jest naprawdę ładnie narysowana, postacie są do siebie bardzo podobne (co na początku było dla mnie kłopotliwe, nie mogłam się połapać, kto jest kim), jest ich też bardzo dużo – i można tę liczbę pomnożyć razy dwa, ponieważ ukazywane są wspomnienia z przeszłości, w której bohaterowie wyglądali zupełnie inaczej. Naprzeciw temu wychodzi spis postaci z opisem i rysunkami, który znajduje się na początku dalszych tomików – dla mnie było to bardzo pomocne, zwłaszcza w przypadku bohaterów, którzy pojawiają się sporadycznie i niczym się nie wyróżniają.

    Obwoluta tomiku nieszczególnie zachęcała mnie do sięgnięcia po ten tytuł, ponieważ wydawało mi się, że kreska jest zupełnie nie w moim guście i ogólnie prezentuje się jak dla mnie dość przeciętnie. Ale jak to mówią, nie należy oceniać książki po okładce i to powiedzenie idealnie pasuje do „Naszego Cudu”. Pod obwolutą, na okładce kryją się krótkie historyjki z mangi. Pierwsze strony w każdym tomie są kolorowe i przedstawiają naszych bohaterów – tam łatwiej ich rozróżnić, bo mają różne kolory włosów. Całość, na przekór mojemu pierwszemu wrażeniu, prezentuje się bardzo dobrze. Nie ma zbyt wielu kadrów z tłem, autorka skupia się głównie na postaciach bohaterów, ale w żadnym stopniu mi to nie przeszkadza. Polska wersja od wydawnictwa Waneko stoi na wysokim poziomie.

    „Nasz cud” to bardzo dobry tytuł, na który trzeba zwrócić uwagę. Myślę, że nie jest on zbyt popularny w Polsce – a szkoda, bo warto po niego sięgnąć. Może nawet kiedyś doczeka się ekranizacji. Szukacie czegoś dobrego do poczytania? No to macie odpowiedź: sięgajcie czym prędzej po tę mangę!

  • NiuCon szuka pomocników

    Przypominamy, że od środy możecie zgłaszać się do pomocy przy tegorocznej edycji konwentu NiuCon. Jak zapewne wiecie, bycie helperem to odpowiedzialne zadanie, jednak w zamian możecie liczyć na kilka profitów.

    A na jakie konkretnie? Przede wszystkim na nocleg w sali na terenie imprezy, specjalny identyfikator, koszulki i oczywiście przekąski. Osoby działające jako helperzy nie muszą ponadto kupować akredytacji w przedsprzedaży. Wpłacają jedynie kaucję, która zwrócona zostanie po zakończeniu imprezy.

    Jeżeli zatem czujecie, że jesteście w stanie sprostać temu wyzwaniu, zajrzyjcie tutaj, gdzie znajdziecie formularz zgłoszeniowy, jak również regulamin i bardziej szczegółowe informacje.

     

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #25

    Mamy nadzieję, że nie zmokliście dziś aż tak bardzo. I nie chodzi tu jedynie o specyfikę tego dnia. Poniedziałek to jednak poniedziałek, a więc pora na kolejny Poniedziałkowy Flash Konwentowy, w którym pojawił się konwent Chorcon, XI Dni Japońskie, Małopolska Konferencja Produkcji Gier i II Światowy Dzień Gier Planszowych. Jest zatem z czego wybierać.

  • Wywiad: Hall of Fame Cosplay - Talon

    Imię i nazwisko: Wiktor Książek
    Nick: Talon
    Wiek: 18
    Fanpage: Talon’s Cosplay Crusade
    Miasto: Kraków
    Wywiad

    Tu Daneł, tak, ten Miłościwie Panujący. Dzisiaj zaprezentuję wam człowieka, który pokazał, że można wiele osiągnąć tylko i wyłącznie dzięki ciężkiej pracy, a nie sławie, być szarą myszką w cosplayu, a jednak wciąż dostać się na prestiżowe konkursy. Oto Wiktor Talonem zwany. Witaj!

     

    T: Cześć

    D: Talon, zaczniemy z grubej rury, bo czytelników nie chcę trzymać w niepewności. Pojawiłeś się znikąd właściwie, nikt wcześniej o tobie nie słyszał, a tu nagle impreza na skalę europejską. Naprawdę spora grupa osób nie wie kiedy i gdzie zaczynałeś, więc może sam nam zdradzisz: który event uznajesz za swój prawdziwy debiut?

    T: Za debiut cosplayowy z pewnością uważam Pyrkon 2015, wtedy pierwszy raz porządniej skorzystałem z pianki i zrobiłem Ebonową Zbroję ze Skyrima. Co prawda, jak teraz na nią patrzę, to mnie skręca jak widzę niektóre elementy, ale to jednak był początek. Ludzie na konwencie odebrali nas (mnie i Bish, moją partnerkę cosplayową) wtedy wyjątkowo pozytywnie, więc motywacja do tworzenia następnego stroju była potem ogromna. Co prawda miałem parę strojów wcześniej, ale nie uważam ich za konkretny debiut. Jednak od przerabiania ciuchów przez babcię jest troszkę za daleko do trudniejszych zbroi z teraz.

    D: Tak, to chyba wtedy ludzie zaczęli rzucać 'achami' i 'ochami' widząc coś nie tylko naprawdę dobrze znanego, ale i nie najgorzej według nich zrobionego. Przykułeś sporą uwagę wtedy. Czy poczułeś wtedy, że czas iść za ciosem, kupować masowo piankę i zakładać fp?

    T: W sumie nie, nigdy nie kupowałem pianki "masowo". Nie stać mnie na takie zabawy *śmiech*. Za to tym, co usłyszałem wiele razy jest to, że powinienem zajrzeć na konkurs. Gdybym się teraz cofnął w czasie i zobaczył siebie z wtedy to raczej bym sobie tego nie polecił... ale hej, w końcu wyszło na dobre!

    D: I oto mamy Talona, co do Londynu na EC pojechał. Wygrałeś niesamowitą scenką, która wyraźnie odznaczała się na tle innych prezentacji, a była z twoimi popisowymi elementami: demolką. Przeklęta skrzynia zrobiła z ciebie konia... który pognał do Londynu. Co przeżywałeś w momencie ogłoszenia wyników?

    T: Akurat scenka z moich eliminacji była jedną z tych niewielu, gdzie nie zdemolowałem praktycznie nic (w przeciwieństwie do innych, w których kawałki rekwizytów latały po całej scenie). A co do wyników eliminacji... Stałem tam na scenie na Magni przed wyborem reprezentanta i prosiłem w duchu o drugie miejsce. Autentycznie. Nie to, żebym w siebie nie wierzył, bo pewności siebie to ja mam momentami za dużo, ale po prostu miałem świadomość, że jako debiutant mogę mieć marne szanse przy bardziej doświadczonej konkurencji. Nie mogę powiedzieć, że stawiłem się na konkursie nie licząc na nic, ale jednak, widząc niektórych, obawiałem się o swoje szanse. No i się udało! Zwycięstwo i przejście dalej - do finałów były dla mnie trochę zaskoczeniem i spełnieniem marzeń

    D: No ale nie powiesz, że skrzynię traktowałeś jak szklane pantofelki! *śmieje się* Jak szybko dotarło do ciebie to, co się stało i ile pracy i czasu musisz włożyć w kolejny konkurs, który już byle czym nie był?

    T: Nigdy niczego w cosplayu nie traktuję ze specjalną delikatnością, a już w szczególności jednorazowych rekwizytów. Skrzynia spełniła swoją misję - mogła odejść. Jestem raczej za dobrym show i późniejszą naprawą niż sztywnym ruchem i nienaruszonym strojem. Po coś jednak ludzie przyszli to wszystko oglądać! A dotarło to do mnie w sumie natychmiast. Już przy planowaniu eliminacji zastanawiałem się, co bym wziął na finały i uważam, że każdy powinien tak robić, żeby potem nie obudzić się z ręką w przysłowiowym nocniku. Chociaż i tak za strój wziąłem się, moim zdaniem, nieco za późno, przez co musiałem potem popsuć sobie trochę nocy, żeby nadgonić. Ale zdążyłem!

    D: Owszem, zdążyłeś, na co wszyscy czekali. Jak się czułeś za kulisami, stojąc między innymi uczestnikami? Czy czułeś, że są tu stroje, które są nie do przebicia?

    T: Nie mogłem tak myśleć. Pojechałem tam z myślą, że trzeba dać z siebie wszystko, włożyłem w strój swój obecny strój max możliwości i nie dawałem sobie nawet szans na wątpliwości, że coś miałoby być nie tak. Nie ma konkursów nie do wygrania! Ale mogę powiedzieć, że parę osób z pewnością uznałem za naprawdę mocną konkurencję. Co zabawne, żadna z nich nie znalazła się potem na podium. *śmiech* W szczególności spodobał mi się strój reprezentantki UK. Kiedy słuchałem, jak opowiadała nam za kulisami o doborze materiałów i technice, to mi się robiło słabo. Była niezła. Zwłaszcza patrząc przez pryzmat tego, że z szycia jestem troszkę noga.A czułem się przede wszystkim dumny (byłem w końcu wśród jako takiej "elity" Europy) i zdeterminowany.

    D: Słuszne podejście! A co działo się na scenie? Musiałeś dać z siebie naprawdę wszystko, skoro nawet ścięło relację na żywo. 

    T: Na scenie? Nie wiem nawet jak to opisać. Wszystko poszło znakomicie. Całość można obejrzeć na oficjalnych oraz nieoficjalnych nagraniach. I chociaż moje wyróżnienie było głównie za najlepszy występ, to nie mogę powiedzieć, że wszystko poszło ok. *Wymowny uśmiech* Dziura w ścianie nie rozrywała się jak chciałem, wiec na szybko za kulisami wymyśliliśmy z Bishem nawiązanie do FMA, żeby w ogóle móc wyjąć miecz ze ściany. Pierwotnie miałem wbić tam rękę i go wyciągnąć, ale, jak się okazało, to nie dość, że wymyśliliśmy bezpieczniejszą opcję, to na dodatek dużo bardziej widowiskową i zabawną. Ogółem moim ulubionym momentem z pewnością jest chwila, w której podniosłem rękę z Estusem (Darksoulsowa mikstura uzdrawiająca) i momentalnie udało się zniszczyć wrażenie, że będzie to kolejna smutna i poważna scenka. Podobny motyw wykorzystałem na eliminacjach, ale to właśnie to najbardziej kojarzy mi się z tą serią i wiedziałem już, że przy tym ludzie będą się dobrze bawić.

    D: I chyba właśnie o to chodzi, by nie tylko cosplayer miał z tego frajdę, ale i dzielił ją z publicznością. W większości wywiady czytają osoby, które średnio znają się na konkursach. Może przedstawisz tej nieobeznanej części czytelników, cóż to za nagrody się posypały?

    T: Hmm. Tu niewiele do mówienia jest. Pierwsze trzy miejsca to osoby, które zdobyły najwyższe noty za swoje stroje i występy, otrzymują one nagrody pieniężne. Wyróżnienia to nagrody przyznawane przez poszczególnych jurorów dla cosplayerow, którzy spodobali im się w jakiś szczególny sposób niezależnie od punktów. Generalnie wyróżnienia to jedynie prestiż i nic fizycznego, ale akurat przyfarciłem tutaj, bo dla swojego wyróżnienia Fabricator Djin, jeden z jurorów, przygotował odlanego z ciężkiego metalu złotego Dickbutta. A jako że wybrał właśnie mnie, to teraz jest co postawić na szafce przy innych trofeach.

    D: Cóż, nagroda nie do zapomnienia, prawda? Jest czym się chwalić. A co na to wszystko najbliżsi? W końcu robiłeś po nocach, pakowałeś niemałe torby, wyjechałeś do Londynu. Jak oni odebrali całe te przygotowania i sam wyjazd oraz wieść o tak wyjątkowym wyróżnieniu?

    T: Oj wiadomo, wszyscy się ucieszyli i gratulowali. Co do wyjazdu, to patrzyli różnie. Jednego dnia mnie wspierali, innego wypominali że nie powinienem się na tym skupiać, bo jednak w tym roku mam maturę, było trochę spięć, ale finalnie jednak pokazali, że zależy im na moim sukcesie tak samo jak mnie. Co innego przyjaciele i znajomi, tutaj muszę wszystkim podziękować za ciepłe słowa, wiadomości przed i po występie oraz kibicowanie przy streamie. Mimo że się wszystko zlagowalo i umarło, to jestem przeszczęśliwy, że miałem takie świetne wsparcie.Jedyny problem mam w tym, że moja szkoła chce nagrania że streama. I jak ja wytłumaczę dyrektorce, co to jest Dickbutt?

    D: Zawsze możesz powiedzieć, że takie się śmieszne rzeczy dostaje za zabawne scenki! Co do wsparcia, to nie tylko rodzina i fani na fp ale i Bish. Była z tobą przez cały ten okres, prawda?

    T: Oczywiście, że tak. Każde moje dzieło to po części też jej praca. Jesteśmy duetem. Nasze umiejętności są na równym poziomie, a te, które są różne, dopełniają się nawzajem. W życiu nie dałbym rady tyle zrobić, gdyby nie ona, i z pewnością gdyby nie jej pomoc, nie porwałbym się na tak trudny strój. Zawsze sobie pomagaliśmy i zawsze razem występowaliśmy. Tutaj było podobnie i chociaż ograniczał nas surowy regulamin Euro, to Bish pomagała na wszelkie możliwe pozostałe sposoby. Na pewno nie mogę tego sukcesu przypisać w całości sobie. To nasz sukces i chociaż solowy, to jej też należy się ogromne uznanie.

    D: Czy myślisz o kolejnych eliminacjach, tym razem jako duet z Bish?

    T: Cóż... to chyba już żadna tajemnica, mimo że tego nie ogłaszałem na fanpage’u jeszcze; w tym roku będziemy się starać o pozycję reprezentacji na Clara's Cow Cosplay Cup właśnie jako duet. To konkurs skupiający się na występie, a więc na naszej specjalności, więc może być ciekawie.

    D: Ładnie tak wyprzedzać pytania? *smiech* Zdradzisz, z jakiego gatunku to będą stroje? Widzimy u was przede wszystkim gry, czy i tak teraz będzie? A może to wielka niespodzianka? 

    T: No tak, tym razem też planujemy coś z gry, ale jeszcze nie zdradzę co i jak. Powiem tylko, że fani tzw. Indyków (Indie Games - gry niezależne) będą zachwyceni. Rok 2016 przyniósł nam na pecety idealnie to, czego potrzebowaliśmy na tego typu konkurs

    D: Czekamy więc na więcej info! No dobrze, my tu gadu-gadu o wielkich konkursach ale wciąż niewiele osób wie czym zajmujesz się na co dzień. Powiedziałeś wcześniej, ze szykujesz się do matury.

    T: No tak, młody jeszcze jestem, to mój pierwszy rok, kiedy mogę już brać udział w dużych eliminacjach. Matura już tuż za rogiem, ale na pewno z jej powodu nie rzucę w pełni cosplayu. To moja pasja i sposób na spędzanie wolnego czasu. Na pewno nie dałbym rady uczyć się po osiem godzin dziennie. Nie jestem typem kujona. *śmiech* Co nie zmienia faktu, że chciałbym mieć trochę więcej czasu na to wszystko. Egzamin za chwile, eliminacje za chwilę, a tymczasem wciąż na przykład nie położyłem łapsk na Wiedźminie 3, no i nadal nie dorwałem się do kamerki żeby spełnić drugie duże marzenie - streamowanie. Czy gier, czy strojów, czegokolwiek. Po prostu chciałbym trochę zaistnieć w internetach.Odkąd wróciłem, to walczę z zaległościami i jakoś tak brakuje czasu

    D: Myślę, że o sławę martwić się nie musisz za bardzo. Szczególnie teraz. A co po szkole? Co za kierunki życia sobie wybrałeś?

    T: I to delikatny temat jest, bo w sumie żadne. Wciąż szukam drogi. Na pewno jakieś studia. Najwyższe miejsca u mnie póki co trzymają kierunki związane z aktorstwem lub scenografią, ale to najpewniej się zmieni.

    D: Życzymy więc powodzenia! Oczywiście wywiad nie były wywiadem bez standardowego pytania: skąd ta pasja do klejenia pianki i występów na scenie?

    T: Kiedyś poszedłem na mały konwent i zobaczyłem słaby cosplay, który dostał mnóstwo atencji. Stwierdziłem, że zrobię to lepiej i poległem. Ale i tak dostałem mnóstwo „ochów” i „achów”. A potem znajoma, widząc moje rosnące zainteresowanie tym wszystkim, oddała mi swój stary pistolet do kleju, z ciekawości kupiłem „tą osławioną piankę” i okazało się, że to prostsze niż myślałem. Potem Pyrkon, pierwsza zbroja i resztę już znamy 

    D: Jestem absolutnie pewna, że masz jakiś cosplay na oku, ale masz wątpliwości czy go zrobisz dobrze, jednak wielka miłość do danego stroju nie znika. Co to może być?

    T: Wszelkie sety z Bloodborne'a. Uwielbiam ten klimat, uwielbiam te designy, ale to rzeczy nieraz niemal w 100% szyte, a ja jednak dużo pewniej czuję się, kiedy pracuję ze zbrojami. Z kolei nie chcę prosić przy tym zbyt dużo Bish o pomoc, bo jednak chciałbym mieć satysfakcję z ładnej samodzielnej roboty. Czas pokaże, czy uda jej się mnie nauczyć szyć na tyle dobrze, by nie wyszło mi jak kompletna amatorszczyzna.

    D: I tu pojawia się moje pytanie, które być może i ciebie czasem trapi. Talonie, czy uważasz, że duże konkursy typu Maskarada, EC czy im podobne powinny mieć osobną kategorię na strój szyty i klejony? Wszak to dwie różne roboty, jak sam dobrze wiesz.

    T: Jako osoba nosząca na ogół hybrydy szyto-zbrojone, kiedy jednym z moich głównych atutów na euro były historycznie zgodne majty, uważam, że taki podział nie ma większego sensu. Cosplay to cosplay. Jeśli ktoś wymieszałby techniki, nie mógłby wystartować w takim konkursie. Bardziej odpowiada mi system z EC, gdzie za zastosowanie zróżnicowanych technik otrzymuje się dodatkowe punkty, a zbroje są traktowane na równi z szyciem (przynajmniej w tym roku). Ze względu na różny poziom trudności technik trochę ciężko to oceniać, ale to nie jest problem, który trzeba tak radykalnie rozwiązywać, bo można niechcący komuś odebrać szanse. Dobrym pomysłem za to byłyby na przykład dodatkowe nagrody/wyróżnienia za najlepsze szycie i najlepszą zbroję.

    E: Chciałbyś, aby w Polsce pojawiały się takie wyróżnienia/nagrody?

    T: Na pewno nie w konkursach, w których jest już dość dużo nagród, ale okazyjnie mogłyby być ciekawym urozmaiceniem.

    D: Warto by się nad tym zastanowić! Skoro już o konkursach mowa, to planujesz w jakimś jeszcze wystąpić, poza CCCC?

    T: ECG, maskarada, Xmas, Mokon, Krakon, Miss Universe, Mam Talent i Eliminacje Formuły 1 w teamie Poloneza. A tak poważnie, to nie mam jeszcze pojęcia. Główne plany mamy na C4, ale mogę jeszcze zaspoilerować, że w okolicach Pyrkonu możecie się na 100% spodziewać od nas jakichś posunięć. Póki co nic nie zdradzam, bo jednak lubię mieć swobodę dowolnej modyfikacji planów, na pewno napiszę na fp jak będę się gdzieś wybierać. 

    D: Możliwe, że nie zdajesz sobie sprawy z tego, ale jesteś swego rodzaju kopniakiem dla wielu nieśmiałych osób, które chcą, a z powodu wewnętrznego zacięcia się nie mogą ruszyć w cosplayu między ludzi. Czy ty też miałeś jakiegoś idola, który napędzał cię do dalszych działań?

    T: W sumie... nie, nigdy nie było nikogo konkretnego. Bardzo wielu cosplayerów szanuję za ich umiejętności, ale żaden nie był dla mnie jakimś konkretnym wzorem do naśladowania, za którym bym ślepo podążał. Moim głównym motorem zawsze było jedynie to, że chciałem i walczyłem o to, by zajść wysoko. A jeśli to możliwe, to najwyżej. I nic się nie zmieniło. *śmiech* Trzeba po ludzku wierzyć w siebie, spojrzeć na lepszych, powiedzieć sobie "O, tam będę." I, no... Próbować, próbować, próbować. Przyjmować krytykę, poprawiać, budować, nie poddawać się, walczyć. I NIGDY nie myśleć "Ach, to się nie da". Uda się. Znaczy, w granicach zdrowego rozsądku.

    D: Piszesz o krytyce, którą trzeba przyjąć. Wielu cosplayerów dzisiaj myli krytykę z hejtem i na odwrót.

    T: Wszystko zależy od tego, czy ktoś tej krytyki w ogóle chce. Bo przecież nie każdy potrzebuje wchodzić na nie wiadomo jakie poziomy profesjonalizmu, niektórzy chcą się po prostu przebrać i dobrze bawić. Ale jeśli ktoś chciałby być kiedykolwiek lepszy niż jest, musi pomyśleć nad posłuchaniem i przemyśleniem czy taki "hejtujący" człowiek nie ma przypadkiem w czymś racji. (Można też np. po prostu pytać lepszych "co jest nie tak") Oczywiście zdarzają się też ludzie hejtujący dla samej czynności (np. mam u mnie paru takich wafli, którzy uparli się, że nie mogę robić propów z delikatniejszych materiałów, tylko wszystko musi być superwytrzymałe). Ale to się odnosi do każdego twórczego zajęcia, nie tylko cosplayu.

    D: Gdzie w najbliższym czasie będzie się można cię zapytać o słówko krytyki?

    T: W najbliższym czasie? Xmass i Mokon, to na pewno. No i w każdym możliwym momencie można do mnie napisać przez stronkę, z miłą chęcią doradzę. Miło mi się patrzy potem, jak ktoś rzeczywiście coś poprawia.

     D: Powoli zmierzamy ku końcowi. Nim się jednak pożegnamy, to może jakieś słówko do czytelników?

    T: Nie poddawajcie się, nie wstydźcie się ludzi, nie zapominajcie o cieniowaniu i gdybyście mieli jakiekolwiek pytania - piszcie!

    D: I tym oto pokrzepiającym zdaniem kończymy wywiad z Talonem, który, jak sam już wspomniał, jest zawsze do Waszej dyspozycji.

    T: Niechaj precelkowe błogosławieństwo Ci towarzyszy

  • Relacja z wydarzenia: Dni Kultury Japońskiej czy Dzień Katastrofy?

    Mam sentyment do tego kwietniowego dnia – to tam pierwszy raz zdobyłam nagrodę cosplayową, tam poznałam masę ludzi z rodzimego fandomu, tam wreszcie postanowiłam mimo wszystko zostać przy japońskiej kulturze. Niestety...nic co piękne nie trwa wiecznie. 

  • Aleja Artystów na NiuConie

    Od poniedziałku możecie słać zgłoszenia do Alei Artystów, która w tym roku po raz pierwszy zagości na wrocławskim NiuConie. Aleja tworzona jest przez Was, dla Was, dlatego też każdy będzie mógł zaprezentować tam swoje prace. Choć idea szlachetna, obwarowana jest jednak kilkoma ograniczeniami.