Re:Zero Życie w innym świecie od zera

waneko

Autor: Daichi Matsuse, Tappei Nagatsuki, Shinichirou Otsuka
Wydawnictwo: Waneko
Ilość tomów: 1+
Cena okładkowa: 19,99 zł

„Znowu przeniosło kogoś do świata fantasy?” – tak rozpoczyna się opis, który możemy przeczytać z tyłu tomiku mangi. Rzeczywiście, motyw wydaje się być już dość oklepany i ciężko wymyślić coś nowego. „Re: Zero”  wyłamuje się jednak z utartych schematów i zdecydowanie jest tytułem, na który warto zwrócić uwagę. Manga powstała na podstawie nowelki o tym samym tytule i zyskała spory rozgłos dzięki ekranizacji w postaci anime. No dobrze, ale o czym w sumie jest „Re: Zero”?

Subaru to przeciętny licealista, który ostatnio rzadko pojawiał się w szkole i większość czasu spędzał w domu. Pewnego dnia wyszedł do sklepu i już do mieszkania nie wrócił, bo nagle przeniósł się do miejscowości rodem z medieval fantasy. Jako prawdziwy geek był zadowolony z takiego obrotu spraw i - jak to w każdej takiej opowieści bywa - spodziewał się, że posiadał jakąś super moc. Niestety, od razu czekało go rozczarowanie. Jego dalsze losy przebiegają podobnie do tego, jak sobie to wyobraził, bazując na znanych mu innych historiach o przeniesieniu do innego świata. Spotykał piękną dziewczynę, która przedstawiła się jako Satella,a Subaru zapragnął odwdzięczyć się jej za pomoc i wspomóc w poszukiwaniu skradzionego insygnium.  W pewnym momencie oboje zostali zamordowani, a Subaru cofnął się w czasie. Na początku nie rozumiał, co tak dokładnie się wydarzyło, ale widząc umierającą Satellę, postanawił za wszelką cenę ją chronić.

Pierwszy tom mangi to zaledwie kropla w morzu tego, co niesie z sobą cała historia. Pojawia się wiele niewiadomych oraz nowe postacie, których intencje nie są do końca znane. Fantastyczny świat wciąga, a nietuzinkowy główny bohater od samego początku nie posiada niesamowitych umiejętności, które sprawiłyby, że jest najlepszy. Subaru na wszystko sam musi zapracować i popełnia błędy, które czasem niosą ze sobą okropne skutki. 

W Polsce obecnie wydawana jest zarówno manga, jak i nowelka - obydwie od studia Waneko. Na obwolucie widnieje tytuł zapisany po polsku i angielsku, a to przez to, że autor bardzo często w oryginale używał języka angielskiego i takie wymagania zostały postawione przez stronę japońską przy polskim wydaniu. Mnie to nie przeszkadza, ale wiem, że niektórym coś takiego może nie przypaść do gustu.

Osobiście jestem zakochana w tej publikacji, ponieważ uwielbiam fanatsy utrzymane w takim średniowiecznym klimacie oraz dlatego, że fabuła jest nietuzinkowa i wyróżnia się spośród innych – ale o tym, co dokładnie przydarzyło się Subaru, musicie się przekonać sami. Myślę, że większość z was miała przyjemność obcować już z tym tytułem na przykład w wersji anime, ale warto też sięgnać po lekturę. Jeśli nie odstrasza was ściana tekstu, to polecam także nowelkę. „Re: Zero” to jeden z tych tytułów, który koniecznie trzeba mieć na półce.

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #36

    Słońce, deszcz, burza. Słońce, deszcz, burza...konwenty! I nie tylko one! Już teraz, w poniedziałek, w Naszym Poniedziałkowym Flashu Konwentowym! Dobra, wystarczy tych wykrzykników, pora na konkretny. Konkretnie polecamy Wam zatem Mikon, Mochicon, Japonię Oczami Fana, Orkon oraz Hammurabi Cup.

  • Kiri Wazawa - „Posępny Mononokean”

    posepny mononokean

    Posępny Mononokean

    waneko

    Autor: Kiri Wazawa
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 3+
    Cena okładkowa: 19,99 zł

    Kto nie lubi małych, puchatych zwierzątek, niech pierwszy rzuci kamieniem! A tak zupełnie poważnie, gdybyście znaleźli białe, mięciutkie coś leżące na ziemi, przeszlibyście obojętnie? Zdecydowanie nie. Tak też uczynił Ashiya, świeżo upieczony licealista, który wracając z zakupów, nadepnął na białą kulkę, którą początkowo uznał za pluszaka. Chcąc spełnić dobry uczynek, położył go w lepiej widocznym miejscu, by dziecko, które go upuściło, mogło łatwiej znaleźć swoją własność. Ashiya nie mógł się bardziej pomylić. Okazało się bowiem, że nie jest to pluszak. Ku jego zaskoczeniu, ta mała kulka okazała się... yokai.

    Chłopak bardzo nie chciał znów – tak jak w gimnazjum – być odludkiem, więc już od pierwszych dni w nowej szkole pragnął znaleźć jak najwięcej przyjaciół. Jednak wszystkie jego plany legły w gruzach za sprawą pluszaka, który uczepił się go i dosłownie wysysał z niego energię. Z tego powodu pierwszy tydzień w liceum Ashiya spędził głównie w gabinecie pielęgniarki, mdlejąc ze zmęczenia. Gdy leżał na kozetce, dostrzegł dziwne ogłoszenie o pracy jako egzorcysta, więc chwytając się ostatniej deski ratunku, wybrał numer. Takim sposobem poznał Abeno, który zajmował się odsyłaniem yokai do Zaświatów. W wyniku splotu różnych zdarzeń Ashiya został pomocnikiem Abeno w jego pracy.

    Jak się prezentuje polskie wydanie? Tytułem zaopiekowało się wydawnictwo Waneko. Na kolorowej obwolucie, o dziwo, przedstawiony jest Abeno, a nie Ashiya (co później autorka wyjaśnia w posłowiu). Pod obwolutą, na samej okładce, zapisany jest dialog dwóch głównych bohaterów na temat wydania pierwszego tomiku tej mangi. Pierwsza strona jest kolorowa i tam również widnieje blondwłosy egzorcysta. Podoba mi się, że yokai „mówią” inną czcionką niż ludzie, a także to, że na wielu stronach pojawia się numeracja. Na samym końcu, w posłowiu, autorka w formie krótkiego komiksu przekazuje kilka informacji na temat mangi.

    „Posępny Mononokean” to tytuł pełen zabawnych, smutnych, ale zwykle dobrze kończących się historii. Poznajmy wiele postaci, które gdzieś w dalszej historii dają o sobie znać. Bardzo przyjemna, lekka i ładnie narysowana manga przygodowa dla każdego czytelnika. Ja osobiście zakochałam się w „Podstępnym Mononokeanie” od pierwszego wejrzenia – zwłaszcza w postaci Abeno.

     

  • Kaori Yuki - „Rewolucja według Ludwika”

    rewolucja wedlug ludwika
  • Rewolucja według Ludwika

    JPF

    Autor: Kaori Yuki
    Wydawnictwo: JPF
    Ilość tomów: 4
    Cena okładkowa: 25,20 zł

    Książę Ludwik wraz ze swoim wiernym sługą Wilhelmem wyrusza w podróż w poszukiwaniu idealnej kandydatki na żonę. Idealnej to znaczy takiej, która będzie spełniała nietypowe, jak na księcia, warunki. Po drodze Ludwik spotyka wiele pięknych kobiet, takich jak Śpiąca Królewna czy Królewna Śnieżka. Zapowiada się ciekawie? No i tak jest.

    Jak sama autorka kilkukrotnie podkreślała, chciała stworzyć mangę na podstawie baśni braci Grimm, dlatego każda historia jest w jakiś sposób połączona ze znanymi nam opowieściami. Po pierwsze, rozdziały nazywają się tak jak baśnie. W dwóch pierwszych tomach każdy rozdział opowiada jedną historię, później niektóre podzielone są na kilka części. Bohaterką jest zwykle dziewczyna, która odgrywa główną rolę w danej bajce. Ze względu na charakter Ludwika, jego lubieżne zachowanie i humor wychodzi z tego parodia – i to nie tylko z powodu wypowiadanych przez niego kwestii, ale także dlatego, że te historie potrafią się bardzo źle skończyć. Większość baśni jest nam znana, ale zapewne nie wszystkie, dlatego autorka postanowiła wyjść naprzeciw swoim czytelnikom i od drugiego tomu w posłowiu znalazły się krótkie opisy opowieści wykorzystanych w danym tomiku. Nie są to jedyne nawiązania do braci Grimm. Jak może niektórzy z was wiedzą, jeden z nich miał na imię Wilhelm – czyli tak, jak sługa naszego głównego bohatera. Wilhelm i Jakub Grimmowie mieli również młodszego brata, Ludwika, który tworzył rysunki do ich baśni. Po nim właśnie został nazwany książę. Nie wiem jak Wy, ale ja przepadam za takimi powiązaniami.

    W pierwszym rozdziale poznajemy dziwny fetysz Ludwika, który na szczęście „znudził mu się” i więcej nie ma po nim śladu. Początek jest mroczniejszy niż cała manga i w dalszych rozdziałach widać delikatną zmianę w charakterze bohatera. Jak mówi sama twórczyni, pierwotnie miał to być zwykły one-shot, ale wyszła z tego dłuższa opowieść. Tak oto obserwujemy zawiłe przygody Ludwika w świecie Królewny Śnieżki, Śpiącej Królewny i Sinobrodego. Pojawia się również Czerwony Kapturek, który nie jest co prawda kandydatką na żonę dla księcia, ale towarzyszy mu do końca jego przygody i odgrywa w niej dość ważną rolę. Drugi tom wita nas krótkim streszczeniem wydarzeń oraz przedstawieniem postaci, które pojawiły się do tej pory. W tomie drugim mamy przyjemność obcować z takimi bohaterami, jak Roszpunka, Dziewica Malena, Żabi Król czy Gęsiareczka. Jednak ktoś zdaje się czyhać na życie Ludwika, co wzbudza w nim delikatny niepokój. W ten oto sposób poznajemy historię Jasia i Małgosi oraz rozpoczynamy trzeci tom mangi. Ludwik dowiaduje się, że coś złego dzieje się w jego kraju, postanawia więc do niego wrócić. Jednak niedaleko swojego zamku napotyka przeszkodę na drodze i zmuszony jest do przeczekania w pobliskim domu, aż droga będzie znów przejezdna. I tak właśnie przenosimy się do historii Kopciuszka, która trwa do samego końca tomu. Czwarty tom to głównie wydarzenia z samego pałacu, więc nie będę się zbytnio rozpisywać, by nie zdradzić wam całej tajemnicy. Trzy pierwsze rozdziały zatytułowane „Solna księżniczka” inspirowane są baśnią „Gęsiareczka u studni”, ale by nie mylić jej z występującą wcześniej historią, autorka zdecydowała się zmienić nazwę. I oto finał wędrówki po świecie baśni.

    Muszę przyznać, że nie spodziewałam się po tym tytule tak wciągającej historii. Książę Ludwik jest idealny (z wyglądu) w każdym calu i – jak się okazuje – serduszko też ma dobre, tylko nie bardzo chce się tym chwalić. Manga jest przeładowana gagami, grami słownymi i zabawnymi sytuacjami. Sporo z nich nawiązuje do współczesności – selfie czy cudów techniki – mimo że akcja dzieje się w równoległej rzeczywistości podobnej do naszego średniowiecza. Spodziewałam się raczej mrocznej opowieści, a dostałam komedię i wcale nie jestem z tego powodu zawiedziona. Świetnie się czytało, te cztery tomy „łykałam” jeden za drugim, a w każdym jest dość sporo tekstu jak na mangę.

    Gdy patrzyłam na okładkę, spodziewałam się czegoś zupełnie innego – ciężkiej, mrocznej historii. Zamiast tego otrzymałam komedię i nie będę z tego powodu narzekać. „Rewolucja według Ludwika” to jeden z lepszych tytułów, jaki miałam ostatnio przyjemność czytać.

  • Relacja z Wondercon 4.0 - Leniwy weekend

    Mamy słoneczny sobotni poranek, Wrocław budzi się do życia, a ja? Ja oczywiście na nogach, w drodze na ul. Dembskiego 36. Czemu właśnie tam? Ponieważ kolejny konwent przede mną, a właśnie tam znajduje się szkoła, w której odbywa się Wondercon 4.0, organizowany przez Wrocław - Mangowcy i Wonderful Wonder Festiwal. Jest to jedna z mniejszych wrocławskich imprez tego typu, a w tym roku zagościło na niej około 400 uczestników. Jak się bawili? Jak zwykle, po więcej informacji zapraszam do dalszej części relacji.

  • Nejiro kolejnym konwentem wspierającym akcję Cosplayer też Człowiek!

    Inicjatywa CtC (Cosplayer też Człowiek) roznosi się jak wirus, "zakażając" swoją działalnością coraz więcej osób i organizacji. Wiele osób zgłosiło się z chęcią wsparcia inicjatywy, bądź wyrażając nią zainteresowanie. Nic więc dziwnego, że kolejny konwent ugości prelekcję na ten temat.

    Już w ten weekend, na Lublińskim konwencie mangi i anime - Nejiro 8 - odbędzie się kolejna prelekcja tematyczna nawiązująca do tematyki CtC. Dokładnie w sobotę, o godzinie 12:00, zapraszamy Was na dwugodzinną atrakcję, na której poruszone zostaną tematy konwentowego savoir vivre.

    Więcej o inicjatywie przeczytacie TUTAJ.

    Banner konwentu mangi i anime Nejiro

  • Regulamin konkursu: „15.000 polubień - Wejściówki, część 1”

    REGULAMIN KONKURSU

     

    § 1
    POSTANOWIENIA OGÓLNE


    1. Konkurs jest organizowany pod nazwą „15.000 polubień - Wejściówki, część 1” i jest zwany dalej: „Konkursem”.

    2. Organizatorem Konkursu jest redakcja Konwenty Południowe z numerem ISSN 2353-8996.

    3. Konkurs zostanie przeprowadzony wyłącznie w Internecie, na profilu Facebook-owym redakcji Konwenty Południowe w dniach 6 do 9 lipca 2017 roku (do godziny 16:00:00).

    § 2
    WARUNKI I ZASADY UCZESTNICTWA W KONKURSIE


    1. Uczestnikiem Konkursu („Uczestnik”) może być każda osoba fizyczna, która:
    a) jest Fanem profilu redakcji Konwenty Południowe na Facebooku. Przez Fana rozumie się osobę, która kliknęła „Lubię to” na profilu redakcji Konwenty Południowe i tym samym zyskała status Fana;
    b) napisała w komentarzu do posta konkursowego na profilu redakcji Konwenty Południowe na Facebooku oraz posta konkursowego na profilu wydarzenia Mochicon „Biorę udział!”
    d) nie jest pracownikiem redakcji Konwenty Południowe;

    2. Warunkiem uczestnictwa w Konkursie jest łączne spełnienie następujących warunków:
    a) osoba biorąca udział w Konkursie musi posiadać status Uczestnika zgodnie z § 2 pkt 1.


    § 3
    NAGRODY


    1.Nagrodą w Konkursie jest:
    - pięć akredytacji pełnych (zwykłych dwudniowych) na konwent mangi i anime w Bytomiu - Mochicon. 

    2. Zdobywcą nagrody w Konkursie są Uczestnicy, którzy zostaną wybrani na podstawie swoich odpowiedzi na pytanie konkursowe, przez redakcję Konwenty Południowe.
    - Każdy uczestnik może wysłać tylko jedną odpowiedź na pytanie konkursowe. Kolejne komentarze jednego użytkownika będą ignorowane.

    3. Zdobywcy nagrody zostaną powiadomieni o wygranej wiadomością prywatną na Facebooku oraz będą publicznie ogłoszeni w poście podsumowującym Konkurs. 

    4. Celem potwierdzenia chęci przyjęcia nagrody, powiadomiony Zdobywca powinien odpowiedzieć w terminie do 3 (trzech) dni od ogłoszenia zwycięzcy.

    5. Za przekazanie nagrody zwycięzcy odpowiedzialna będzie organizacja konwentu Mochicon.


    § 5
    POSTANOWIENIA KOŃCOWE


    Organizator ma prawo do zmiany postanowień niniejszego Regulaminu, o ile nie wpłynie to na pogorszenie warunków uczestnictwa w Konkursie. Dotyczy to w szczególności zmian terminów poszczególnych czynności konkursowych. Zmieniony Regulamin obowiązuje od czasu opublikowania go na stronie www.Kowenty-Poludniowe.pl 

    Konkurs nie jest w żaden sposób powiązany z serwisem Facebook. Serwis Facebook nie jest sponsorem, nie administruje, nie zarządza ani nie jest w żaden sposób odpowiedzialny za konkurs.

  • Relacja z konwentu: Animefest - Leszek u Cześka czyli Polska atakuje Brno

    Akredytacja i takie tam...materiałowe opaski

    Wyjazd na Animefest od dawna mi się marzył, w końcu to „zagramanica”, tam wszystko jest inne. Powiedzmy.

    Razem z Lolą przyjechałyśmy noc wcześniej, by na spokojnie zwiedzić miasto. Jak się okazało, nasz hostel miał idealne połączenie z halami Expo „Vystaviste Brno”.  W piątek zajechałyśmy w skwarze i ukropie na teren konwentu, który był podobny do naszych Targów Poznańskich. Akredytacja przebiegła bardzo sprawnie, ja – jako media, i Lola, z racji tego, że było mało pracy przy akredytacji, weszłyśmy od razu. Na wejściu dostałyśmy opaski. Ja wybrałam Chaotica, Lola – Angelic Heaven. Nie wiedziałyśmy, co to znaczy. Do czasu… Nim jednak nacieszyłyśmy się conplace, musiałyśmy udać się do szkoły sleepowej, która była czynna dopiero od godziny 19, więc walizki zostawiłyśmy w tymczasowej przechowalni potem znów na targi.

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #35

    Urlop to dobra rzecz, gorzej jak jest przymusowy i nie do końca zaplanowany, no ale...mamy poniedziałek! Radujmy się zatem, bo przed nami kolejny tydzień, który aż kipi od atrakcji. Jakich? Tego dowiecie się z naszego Poniedziałkowego Flasha Konwentowego. A możecie wybierać między Wrocławskimi Dniami Fantastyki, Nejiro 8, Medalikonem, Grajewo Game Festival oraz Watconem. To jednak nie wszystko, bowiem w tym tygodniu czekają na Was również  dwa wydarzenia larpowe, a są nimi Ziemie Jałowe oraz Fort.

  • Zdrowe odżywianie na konwentach? To w ogóle możliwe? NiuCon odpowiada:

    Na konwencie NiuCon będziemy mogli uczestniczyć w wielu różnorodnych atrakcjach. Organizacja co roku stara się o różnorodny program, nie tylko z dziedziny mangi i anime. Najlepszym dowodem będzie prelekcja o zdrowym odżywianiu na konwentach, którą poprowadzi profesjonalny dietetyk - Michalina Dalecka z Instytutu Medycyny i Urody MIU Estetic. Czy zdrowe odżywianie się na takich wydarzeniach jak konwenty jest w ogóle możliwe? Chętnie sprawdzimy co powie nam na ten temat Pani Michalina podczas swojej prelekcji.

    Logo NiuCon 8

  • Relacja z konwentu: Warszawski Comic Con czyli jak Ptak drapieżnie zaatakował fandom

    Na początku bardzo chcę wszystkich przerosić za tak późną relację. Z powodów ode mnie niezależnych nie miałam jakiejkolwiek możliwości opublikowania czy nawet napisania czegokolwiek dłuższego niż 6 zdań. Zapraszam do lektury!

  • NiuConowe zgłoszenia na... niemal wszystko (poza cosplayem)?

    Organizatorzy konwentu NiuCon 8 nie próżnują i przypominają o wciąż trwających zgłoszeniach na wiele różnych stanowisk oraz stoisk. To jeden z tych niewielu przypadków, w których po prostu zacytujemy oryginał, bo jest odpowiednio wyczerpujący i nie ma sensu go zmieniać:

    Aleja Artystów - jest dla wszystkich którzy coś tworzą i chcieliby zarabiać na swojej sztuce. Znacie jakichś? Powiedzcie im o nas :) http://niucon.pl/aleja-artystow-zgloszenia/

    � Stoiska - to już ostatnia chwila by zgłosić swoje stoisko! Już w tym tygodniu zamykamy zgłoszenia! http://niucon.pl/wystawcy/

    � Atrakcje - jeszcze z 3 tygodnie będziemy zbierać propozycje programowe od was http://niucon.pl/dodaj_atrakcje/

    � Helperzy - Chcesz nam pomóc współtworzyć NiuCon? http://niucon.pl/helperzy/

    � Obsługa Games Roomu - UWAGA OSTATNIE MIEJSCA! Znasz się na planszówkach i granie z innymi to hobby nie praca? To miejsce dla Ciebie! http://niucon.pl/obsluga-gamesroomu/

    Logo NiuCon 8

  • Cosplayowe info Medalikonu

    Skoro już skusiliśmy Was informacjami o możliwości wygrania żyrandola na Medalikonie, to teraz trochę szczegółów dotyczących konkursu cosplay. Przede wszystkim, nie zapomnijcie się zgłosić, gdyż można to zrobić jeszcze tylko przez tydzień. 30 czerwca upływa termin zgłaszania się do konkursu. Formularze znajdziecie pod linkami:
    DLA WYSTĘPÓW SOLO
    DLA WYSTĘPÓW GRUPOWYCH

    Sędziami konkursu zostali:
    Marta Kramer z „Martwa Craft & Cosplay”
    Marta Mazurek z Body Art
    Igor Cieślak z Stygian VI Cosplay

    Żyrandole Nagrody przyznawane będą za zdobycie I, II, III miejsca oraz za Projekt Własny. Dodatkowo liczyć można na wyróżnienia. Poniżej znajdziecie też pełny regulamin konkursu:

  • Recenzja mangi: Kakizaki Masasumi - „Green Blood”

    green blood 01

    Green Blood

    JPF

    Autor: Kakizaki Masasumi
    Wydawnictwo: JPFantastica
    Ilość tomów: 5
    Cena okładkowa: 21,00 zł

    Trudno o konwencję, która byłaby rozpoznawalna na równi z westernem. Opowieści o twardzielach w kapeluszach z szerokimi rondami przemierzających Zachód w poszukiwaniu zemsty, bogactwa, odkupienia lub właściwie czegokolwiek stanowią same w sobie odrębny gatunek, którego najmocniejszymi atutami są zazwyczaj wartka akcja bogata w strzelaniny i pościgi, charakterni bohaterowie, a przede wszystkim obraz dawno minionego świata, w którym zostało jeszcze wiele do odkrycia. Jest to jednocześnie konwencja dosyć ciasna, w obrębie której być może opowiedziano już wszystko. Jedyny powiew świeżości nastąpić może już tylko i wyłącznie z zewnątrz – stąd w ciągu ostatnich dwóch dekad obserwowało się próby kojarzenia westernu z fantastyką naukową (nawet z gatunku space opera), fantasy lub horrorem (a nierzadko nawet z wszystkim naraz). Również w mandze i anime western pojawiał się czasem, choć bardziej jako dekoracja niż sedno całej opowieści (przykładem może być choćby uwielbiany przeze mnie „Trigun”, który pod całą otoczką opowieści z pustynnego pogranicza był tak naprawdę science fiction). Oto dlaczego czymś nietypowym jest omawiana przeze mnie dzisiaj pozycja: „Green Blood”, pięciotomowa manga autorstwa Kakizaki Masasumiego. Jest ona po prostu czystej wody westernem – w dodatku, co dosyć dobitnie sugeruje tytuł, westernem z odrobiną irlandzkiej ikry.

    Koniec wojny secesyjnej i początek rewolucji przemysłowej w Stanach Zjednoczonych był jednym z ważniejszych przyczyn napływu imigrantów z Europy, przybywających do odrodzonego kraju w poszukiwaniu nowego, lepszego życia. To nowe, lepsze życie, „amerykański sen“, zbyt często jednak okazywało się ucieczką z deszczu pod rynnę, w bagno ubóstwa, dyskryminacji, przemocy. Nowy Jork drugiej połowy XIX wieku rządzony jest przez bezlitosne gangi, na których poczynania przymyka oko przekupna władza. Kwitnie rozbój i prostytucja, toczy się ciągła wojna o strefy wpływów. Najgorsza jest szósta dzielnica, Five Points, teren zmagań Grave Diggers i Iron Butterflies oraz dom dwóch młodych półsierot z Irlandii, Luke'a i Brada Burnsów. Chłopcy przybyli do Ameryki wiele lat temu, niedługo po śmierci matki, starając się jakoś znaleźć dla siebie miejsce w protestanckim kraju, który nie pała sympatią do katolickich imigrantów. Młodszy, Luke, pracuje w dokach jako tragarz, utrzymując starszego Brada, który od dłuższego czasu nie może znaleźć dla siebie pracy. A przynajmniej tak myślą wszyscy wkoło, łącznie z młodszym bratem – po zmroku Brad przyjmuje bowiem tożsamość Grim Reapera, Ponurego Żniwiarza, jednego z najbardziej skutecznych zabójców na zlecenie Grave Diggers. Jego cena zawsze jest taka sama – dziesięć dolarów – zaś jego jedynym celem w życiu jest odnaleźć ojca... I posłać go do piachu.

    Opowiedziana w pięciu zeszytach serii historia nie jest może szczytem oryginalności – to klasyczna westernowa opowieść o zemście i przemocy, ale też i nie dla fabuły sięga się po mangi pokroju „Green Blood”. Prym wiedzie tu przede wszystkim świetna, ostra kreska, kapitalne, szczegółowe i dynamiczne ilustracje, szczególnie scen starć, pojedynków i walk. Życie w Five Points jest przecież brutalne, jej mieszkańcy walczą często, trup się ściele, posoka bryzga na wszystkie strony... Wisienką na szczycie tortu są tu zajmujące całą stronę kadry będące komiksowym odpowiednikiem filmowych scen, w których akcja na chwilę przystaje, abyśmy mogli podziwiać w całej krasie sięgającego po broń lub zamierzającego się do oddania decydującego strzału bohatera. Całość buduje po prostu srogi klimat, aż chciałoby się zobaczyć to w formie anime!

    Rzeczywistość Nowego Jorku z początków rewolucji przemysłowej przedstawiona w „Green Blood” jest ponura, przesycona seksem i śmiercią. O ile jednak śmierci nie brakuje, sceny golizny przedstawiono w sposób niepozbawiony decorum, sugestywny, ale nie odsłaniający zbyt wiele. Wciąż jest to zdecydowanie pozycja dla dorosłych czytelników, ale przy tym estetyczna i nieepatująca zbędną pornografią. Zdecydowanie dorosły jest tu za to język, tak bliski mowie kowbojów i bandytów, jak tylko możemy sobie to wyobrażać – bohaterowie bluzgają bowiem na potęgę. Czasami jest to odpowiednie, częściej sprawia wrażenie mocno wymuszonego, nie sposób jednak stwierdzić, że nie pasuje to do nastroju całości. Bo pasuje.

    Jak przystało na western, przewijają się w „Green Blood” motywy nierówności, zemsty, społecznego odrzucenia, a nawet rasizmu – tym jednak, co świadczy o wyjątkowości tej pozycji, jest sposób ukazania tych zjawisk. Kakizaki Masasumi, jak przystało na Japończyka, wywodzi się z kręgu kulturowego, który wszystko to zna wyłącznie z opowieści, posiada więc na nie własne spojrzenie, zadziwiająco odrębne od naszego. Właśnie to „spojrzenie wędrowca” sprawia, że z pozoru prosta historia opowiedziana w serii okazuje się być dla czytelnika z Zachodu nie lada przygodą – i stanowi dla mnie jeden z najważniejszych powodów, dla których po „Green Blood” po prostu warto sięgnąć. Masasumi nie jest jednak turystą, który nie rozumie tego, co zobaczył – do rysowania swojej mangi znakomicie przygotował się merytorycznie, uzupełniając wiedzę czytelnika o pojawiające się czasami notki na temat tła rozgrywających się w jego historii wydarzeń, a nawet dając do rąk swoim bohaterom i antybohaterom dopracowaną po najdrobniejsze detale wyglądu autentyczną broń z epoki.

    Finalny werdykt może być tylko jeden: „Green Blood” zdecydowanie wart jest poświęconego mu czasu. To klasyka westernu narysowana na nowo, w sposób zadziwiająco świeży i stylowy jak na gatunek, w którego obrębie wymyślono już chyba wszystko. Świetni, charakterni bohaterowie z łatwością wciągają czytelnika do swojego ponurego, niesprawiedliwego świata i nie pozwalają go opuścić aż do momentu, w którym poznamy finał ich losów. Ich historia, choć prosta, jest angażująca, pełna niespodziewanych zwrotów, opowiedziana z epickim rozmachem. Każdemu fanowi mangi, który cenił sobie choćby „Django. Unchained” (główne źródło inspiracji autora, jak sam przyznaje w posłowiu) czy dolarową trylogię Sergio Leone, pięciotomową serię Kakizaki Masasumiego mogę tylko i wyłącznie polecić.

  • Zmiana daty Central Europe Comic Con!

    Dosłownie kilkanaście minut temu, organizatorzy Warsaw Comic Con - PTAK Warsaw EXPO - powiadomili o przeniesieniu terminu swojej jesiennej imprezy na 24-26 listopada, tak aby nie kolidowała ona z Coperniconem, ani 28. Międzynarodowym Festiwalem Komiksu i Gier w Łodzi (miał się on odbyć na tydzień przed dwoma powyższymi). Jest to świetna wieść dla ludzi, którzy chcieli odwiedzić obie imprezy, a nie uśmiechało im się wybieranie między jedną a drugą.

    Kolejną dobrą wiadomością są coraz częstsze obietnice, że blok komiksowy będzie o wiele większy i lepiej zorganizowany niż na pierwszej edycji wydarzenia. Jest też wiele innych przesłanek na to, że organizacja wzięła sobie do serca „głos ludu” i zamierza poprawić to, co niekoniecznie wypaliło. Żywimy gorącą nadzieję, że tak się też stanie i Warsaw Comic Con Fall Edition (bo tak brzmi nowa nazwa wydarzenia) będzie eventem, który będziemy wspominać przez długie miesiące.

    Jeżeli był to wybieg marketingowy, to trzeba przyznać, że udał się idealnie.

    Warsaw Comic Con Fall Edition logo

  • Worek ziemi i żyrandol... Przywitajcie Medalikon!

    Wczoraj, przy okazji Weekendów z Black Monkiem wspominaliśmy o ciekawych inicjatywach w ramach wydarzeń, o których piszemy. Dziś powiemy Wam o Medalikonie. Jest to niewielki (choć wcale też niemały) konwent odbywający się co roku w Częstochowie. Tegoroczna edycja o wdzięcznej nazwie „Medalikon 2017 - Lampa Alladyna” odbędzie się 7-9 lipca. I została oczywiście objęta naszym patronatem medialnym.

    No dobra, ale o co chodzi z tym workiem ziemi i żyrandolem? Otóż była to część nagród do zdobycia w konkursie cosplay i innych konkursach odbywających się podczas konwentu. Tak, poważnie, cosplayerzy mogli wygrać żyrandol... Czego to ludzie nie zrobią dla sławy, chwały i worka ziemi... Ba, żyrandoli nie brakowało, gdyż organizacja miała ich do rozdania aż 8 palet. Mamy nadzieję, że w tym roku będą meble kuchenne, albo chociaż tostery ;-). Chociaż żyrandol też może być!

    Medalikon 2017 logo

  • Jagacon ponownie objęty patronatem

    Jagacon to świętokrzyski konwent miłośników fantastyki, mangi i anime, gier i tematom pokrewnym, trwający aż trzy dni w terminie 28-30 lipca. Tegoroczna, piąta już edycja odbędzie się w Miedzianej Górze w pobliżu Suchedniowa. Ten multifandomowy konwent z roku na rok przyciąga rzesze uczestników i zbiera całkiem dobre recenzje, co oznacza, że warto się tam wybrać. Dodatkowo nie mogliśmy odmówić organizacji i sobie samym, objęcia patronatu nad kolejną już edycją Jagaconu. Wszystkie potrzebne informacje jak zwykle znajdziecie w naszym kalendarium.

    Logo konwentu Jagacon

  • Poniedziałkowy Flash Konwentowy #33

    Dziś pobijamy kolejny rekord. W dzisiejszym Poniedziałkowym Flashu Konwentowym aż 9 (!) wydarzeń! Będą to XXIV Międzynarodowy Festiwal Fantastyki w Nidzicy, Stalowowolskie Spotkania z Fantastyką 2017, Gdańskie Spotkania Komiksowe GDAK 2017, Zlot fanów Uniwersum Metro 2033, Gostkon 2017, Wondercon 4.0, Krzyżakon 2017, GoodGame League 2017 oraz LAGcon 2017. Nie ma co przeciągać, przejdźmy do dania głównego ;-).

  • Wondercon 4.0 publikuje program atrakcji!

    Do Wonderconu 4.0 zostało niewiele czasu, bo to już w ten weekend, więc warto już zaplanować, gdzie skierujemy swoje kroki podczas trwania konwentu. Jedni wybiorą blok LARP-owy (który odbywa się w sali o nazwie „Pluton to planeta!”), inni natomiast wybiorą się na „Dyskotekową planetę” oferującą warsztaty, gry i zabawy. Pełną tabelkę znajdziecie pod TYM ADRESEM.

    Logo konwentu Wondercon 4.0

  • Recenzja mangi: Yuto Tsukuda, Shun Saeki - „Kulinarne pojedynki”

    kulinarne pojedynki.jpg

    Kulinarne pojedynki

    waneko

    Autor: Yuto Tsukuda (scenarzysta), Shun Saeki (rysownik)
    Wydawnictwo: Waneko
    Ilość tomów: 24+
    Cena okładkowa: 19,99 zł

    Manga o gotowaniu? Kiedy pierwszy raz zobaczyłam „Kulinarne pojedynki”, nie za bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. W jaki sposób historia, która opowiada o gotowaniu, może być ciekawa? Czy będzie to taki „MasterChef”, tyle że wydany w wersji komiksowej? Cóż, musiałam się tego dowiedzieć.

    Głównym bohaterem mangi jest nastolatek Souma Yukihira, który wraz ze swoim ojcem od lat prowadzi małą osiedlową restaurację. Niepozorny lokal nie wygląda na nic specjalnego, jednak każdy, kto choć raz spróbował kuchni Yukihirów, wie, że ich potrawy to prawdziwa uczta dla podniebienia. Pewnego dnia ojciec Soumy oznajmia, że zamyka lokal oraz że zapisał syna na egzamin wstępny do elitarnej szkoły gastronomicznej, z której wywodzą się najlepsi kucharze w kraju. Jednak dostanie się do tej szkoły, a następnie utrzymanie się w niej wcale nie jest takie proste, tym bardziej że większość uczniów to dzieci znanych kucharzy, którym pod wpływem sławy i pieniędzy woda sodowa uderzyła do głowy. Czy Souma odnajdzie się w takim świecie?

    Może i sama historia przedstawiona w mandze nie brzmi zbyt ciekawie – kolejny bohater, który chce spełnić swoje marzenie, a droga do celu jest pełna przeszkód, z którymi musi się zmierzyć, ale sposób, w jaki została ukazana, sprawia, że komiks wart jest naszej uwagi.

    Po pierwsze, wielki ukłon w stronę autora, który ma ogromną wiedzę na temat potraw oraz sposobów ich przyrządzania. Przygotowanie każdego dania jest szczegółowo omówione, a sposób jego podania to nieraz istne działo sztuki. W dodatku każdy z bohaterów ma swój własny styl gotowania i potrawy, w których się specjalizuje. Co więcej, na końcu każdego z rozdziałów znajdziemy dokładne przepisy na przyrządzenie potraw, które się w nim ukazały. Dzięki temu każdy z nas może spróbować swoich sił w kuchni.

    Bohaterowie są trochę stereotypowi – jak to bywa w shonenach. Souma jest chłopakiem, który – mimo przeciwności losu – nie poddaje się i walczy do końca. Jego poczucie humoru oraz niekonwencjonalne i zwariowane pomysły na potrawy sprawiają, że ciężko go nie polubić.

    Jeśli chodzi o humor w mandze, to może nie jest on na bardzo wysokim poziomie, jednak gdy czytałam „Kulinarne pojedynki”, nieraz zdarzyło mi się wybuchnąć śmiechem. Bardzo podoba mi się wątek rywalizacji Soumy z ojcem, która polega na przygotowaniu jak najohydniejszego dania. Obaj panowie mają bardzo wybujałą wyobraźnię i potrawy, które wymyślają, są naprawdę cudaczne i obrzydliwe. Współczuję osobom, które są zmuszane do ich próbowania.

    Kolejnym dość oryginalnym pomysłem autora jest ukazanie doznań smakowych. Wykorzystał on w tym celu wstawki ecchi. Im smaczniejsza potrawa, tym śmielsze fantazje (doznania) erotyczne bohaterów, zwłaszcza w przypadku płci pięknej. Niektórym takie rozwiązanie może pasować, innym nie, ale wstawki te nie pojawiają się bardzo często i nawet ci, którym takie rzeczy przeszkadzają, nie powinni mieć z nimi żadnego problemu.

    „Kulinarne pojedynki” to typowy shonen, w którym wszelkie spory – zamiast za pomocą pięści czy magii – rozwiązuje się za pomocą gotowania. Jest to lekka i przyjemna lektura, w sam raz na odpoczynek po ciężkim dniu. Z tego tytułu powinni być zadowoleni zwłaszcza miłośnicy gotowania.